Marta Bizoń prywatnie: dzieci, rodzina i życie poza sceną

Magda BadlewskaMagda Badlewska11.10.2026
Marta Bizoń prywatnie: dzieci, rodzina i życie poza sceną

Spis treści

  1. Białe gołębie przyniosły szczęście, a przyjaźń stała się rodziną
  2. Kazimierz — miejsce, które aktorka nazywa swoim domem
  3. Białe gołębie i rodzinne uroczystości, które na zawsze połączyły ją z Kazimierzem
  4. Leopold Kozłowski jako przyjaciel i ważna część rodziny Marty Bizoń
  5. Muzyka, bliskość i biały gołąb — przyjaźń, która trwa
  6. Śpiew, teatr i Kraków: artystyczne życie poza sceną

Moje życie rodzinne od lat splata się z Krakowem, szczególnie z Kazimierzem, gdzie mieszkam od 1997 roku. Zanim znaleźliśmy własne miejsce, całą rodziną zajmowaliśmy zaledwie 20 metrów kwadratowych w Domu Aktora przy ulicy Józefa 16. Było ciasno, ale wspominam ten czas z czułością. Sąsiedzi z aktorskiej wspólnoty pożyczali sobie cukier i szklanki, a wieczorami spotykali się na rozmowach. Właśnie tam poczułam, że zapuszczam korzenie. Mamy też rodzinny dom w Ponikwi pod Wadowicami. Lubię w nim odpoczywać, choć na co dzień bardziej odpowiada mi energia miasta.

Z Robertem Luberą poznałam się na koncercie w Końskich. Oboje byliśmy związani z muzyką i Krakowem, a wcześniej mieszkaliśmy niedaleko siebie: ja przy Józefa, Robert przy Izaaka. Od tamtego spotkania jesteśmy razem. Nasza relacja nie przypomina przesłodzonej opowieści: kłócimy się, godzimy, wspieramy i podpowiadamy sobie nawzajem, dzięki czemu nie pozwalamy, by wkradła się nuda. Lubię mówić, że nasz dom jest trochę włoski — pełen emocji, ciepła i życia.

Białe gołębie przyniosły szczęście, a przyjaźń stała się rodziną

Szczególne miejsce w naszych wspomnieniach zajmuje Klezmer Hois przy ulicy Szerokiej. Tam odbyło się nasze wesele, a później chrzciny i komunie dzieci. Podczas przyjęcia weselnego do sali niespodziewanie wleciały białe gołębie. Leopold Kozłowski uznał je za dobry omen, a ja do dziś pamiętam tę scenę jako piękny, niemal filmowy początek wspólnego życia. Kozłowski był nam bardzo bliski. Po śmierci mojego taty, 14 lat wcześniej, stał się dla mnie kimś w rodzaju ojca i ważną częścią rodziny.

Rodzinne życie nie odciąga mnie od sceny, a praca nie odbiera mi radości z bycia z bliskimi. Kiedy byłam w drugiej ciąży, nie mogłam od razu dołączyć do obsady „Neapolu 19.03”. Reżyser Paweł Szumiec poczekał na mnie cały rok, aż urodzę dziecko i wrócę do pracy. Ta historia pokazuje, jak ważne są dla mnie troska i wzajemne wsparcie — zarówno w domu, jak i wśród przyjaciół. Z Robertem nadal dzielimy codzienność, rozmowy i artystyczne pasje, a po tylu latach wciąż potrafimy się czymś zaskoczyć.

Kazimierz — miejsce, które aktorka nazywa swoim domem

Kazimierz nazywam swoim domem nie dlatego, że panuje tu cisza i spokój — przeciwnie, dzielnica żyje od rana do późnej nocy. Mieszkam tu od lat, więc obserwowałam, jak zmieniają się ulice, kamienice i kawiarnie. Słyszałam, że kiedyś nie każdy czuł się tu bezpiecznie, ale sama od początku dobrze się tu czułam. Nie przeszkadzają mi turyści, rozmowy ani miejski zgiełk; zasypiam nawet wtedy, gdy za oknem wciąż coś się dzieje.

Pierwsze kazimierskie mieszkanie znalazłam w Domu Aktora przy ulicy Józefa. Miało zaledwie około 20 metrów kwadratowych dla całej rodziny, ale wspominam je z czułością. Żyliśmy trochę jak w artystycznej komunie: pożyczaliśmy sobie cukier i szklanki, wieczorami rozmawialiśmy, a na co dzień spotykaliśmy aktorów. Właśnie na Kazimierzu założyłam rodzinę, zapuściłam korzenie i poczułam, że jestem u siebie.

Te doświadczenia najlepiej pokazują, co sprawiło, że Kazimierz stał się moim domem:

  • pierwsze mieszkanie w Domu Aktora przy ulicy Józefa,
  • sąsiedzka wspólnota i artystyczne spotkania,
  • rodzina oraz wspomnienia związane z dzielnicą,
  • codzienny gwar, rozmowy i miejskie życie.

Białe gołębie i rodzinne uroczystości, które na zawsze połączyły ją z Kazimierzem

Szczególne miejsce zajmuje w moim sercu „Klezmer Hois” przy ulicy Szerokiej, mieszczący się w dawnej mykwie. Spotykamy się tam na koncertach i rozmowach, które często przeciągają się do świtu. Miejsce to wiele znaczyło dla Leopolda Kozłowskiego, Jacka Cygana i całej naszej artystycznej rodziny. Świętowałam tu wesele, chrzciny i komunie dzieci. Pamiętam, jak podczas wesela niespodziewanie wleciały białe gołębie, a Leopold uznał je za dobry omen. Po jego odejściu wracamy tu, by wspominać; co roku, w dniu jego urodzin, odwiedzamy też jego grób.

Kazimierz to nie tylko adres, lecz także wspólnota ludzi, wspomnień i codziennych spotkań. Właśnie dlatego tak łatwo poczuć się tu u siebie.

Kraków pokochałam dzięki ludziom, a Kazimierz stał się częścią mojego życia równie naturalnie jak rodzina i scena. Mój mąż, muzyk Robert Lubera, mieszkał kiedyś przy ulicy Izaaka, choć poznaliśmy się dopiero na koncercie w Końskich. Czasem odpoczywam w Ponikwi pod Wadowicami, lecz nigdy długo: jestem miejskim typem i szybko tęsknię za rozmowami, ruchem oraz pełnią życia. Dlatego nie wyobrażam sobie przeprowadzki.

Ciekawostka: pierwsze kazimierskie mieszkanie Marty Bizoń miało około 20 metrów kwadratowych, a mimo to aktorka wspomina je jako miejsce pełne sąsiedzkiej życzliwości i artystycznych spotkań.

Leopold Kozłowski jako przyjaciel i ważna część rodziny Marty Bizoń

Marta Bizoń życie prywatne

Pana Leopolda Kozłowskiego poznałam jako niezwykle charyzmatycznego artystę, ale z czasem stał się mi dużo bliższy. Był przyjacielem, przewodnikiem i człowiekiem, przy którym czułam się bezpiecznie. Nazywano go ostatnim klezmerem Galicji. Żył 101 lat, a jego muzyka i serdeczność łączyły ludzi z zupełnie różnych światów.

Nasza bliskość dojrzewała przez lata wspólnej pracy i spotkań w krakowskim „Klezmer Hois” przy ulicy Szerokiej. Kocham to miejsce — dawną mykwę pełną książek, obrazów, opowieści i pamięci. Nad nami wisiały portrety Leopolda i Jacka Cygana, a po śmierci pana Leopolda pozostał tam także jego fotel. Wciąż odnajduję jego obecność w rozmowach, muzyce i wspomnieniach.

Kiedy odszedł mój tata, poczułam, że Leopold staje się dla mnie kimś w rodzaju ojca. Nie zastępował go, lecz dawał mi czułość, mądrość i wsparcie, których bardzo potrzebowałam. Był kimś więcej niż przyjacielem — stał się częścią mojej rodziny. Towarzyszył nam w ważnych chwilach, a ja z wdzięcznością wspominam, jak naturalnie znalazł miejsce w naszym domu.

Muzyka, bliskość i biały gołąb — przyjaźń, która trwa

W „Klezmer Hois” odbyły się moje wesele, chrzciny i komunie dzieci. Szczególnie pamiętam jedną z komunii: dzieci w białych sukienkach jeździły po Placu Żydowskim na rowerach, które dostały w prezencie, a obok przechodzili ortodoksyjni Żydzi w tradycyjnych strojach. Ten niezwykły widok dobrze oddawał świat Leopolda — pełen kontrastów, a zarazem otwarty i gościnny. Na moim katolickim weselu przywitał nas zgodnie z żydowskim obyczajem. Ten gest mówił więcej niż długie przemówienie.

Pan Leopold potrafił łączyć ludzi, religie i tradycje. Na naszych koncertach w pierwszym rzędzie często zasiadał kardynał Franciszek Macharski, a muzyka gromadziła artystów, przyjaciół i słuchaczy o różnych historiach. Widziałam w Leopoldzie mistyka i króla życia: człowieka głęboko zakorzenionego w pamięci, a jednocześnie pełnego humoru i ciepła. Dzięki niemu muzyka stawała się zaproszeniem do bliskości.

Nasza więź trwa także poza wspomnieniami. Co pewien czas spotykamy się w mniejszym gronie — między innymi z Konradem Mastyłą, Halinką Jarczyk, Jackiem Cyganem i Kasią Jamróz — by rozmawiać i wracać do wspólnych chwil. Każdego roku, w dniu urodzin Leopolda, odwiedzamy jego grób na cmentarzu żydowskim. Ten spokojny rytuał pozwala mi podziękować mu za przyjaźń i poczuć, że nadal jest blisko.

Leopold Kozłowski pozostaje dla mnie nie tylko wielkim muzykiem, lecz także człowiekiem, który z niezwykłą delikatnością wszedł do mojej rodziny. Wspominam go podczas świątecznych opowieści, spotkań z przyjaciółmi i każdej wizyty w „Klezmer Hois”. Podczas mojego wesela niespodziewanie wleciały tam białe gołębie, a Leopold uznał je za dobry omen. Lubię myśleć, że jego słowa wyczarowały nam piękną przyszłość — pełną muzyki, bliskości i pamięci o nim.

Ciekawostka: Podczas wesela Marty Bizoń do „Klezmer Hois” wleciały białe gołębie, a Leopold Kozłowski uznał je za dobry omen.

Śpiew, teatr i Kraków: artystyczne życie poza sceną

Rodzina Marty Bizoń

Lista przedstawia miejsca, relacje i artystyczne doświadczenia, które tworzą życie Marty Bizoń w Krakowie — mieście, w którym odnalazła dom, wspólnotę oraz przestrzeń do łączenia teatru ze śpiewem.

  • Kazimierz — dom i źródło inspiracji. Bizoń mieszka na Kazimierzu od 1997 roku i nie wyobraża sobie życia gdzie indziej. Zna dzielnicę od podszewki, obserwowała jej przemiany i ceni zarówno jej energię, jak i codzienną bliskość ludzi. Gdy potrzebuje odpocząć od miejskiego zgiełku, wyjeżdża do rodzinnej Ponikwi pod Wadowicami, ale szybko tęskni za pełnią miejskiego życia.
  • „Klezmer Hois” — pamięć, przyjaźń i spotkania. Dawna mykwa przy ulicy Szerokiej zajmuje szczególne miejsce w życiu Bizoń, ponieważ wiąże się z Leopoldem Kozłowskim, Jackiem Cyganem i środowiskiem artystycznym. Odbywały się tam koncerty, rozmowy oraz rodzinne uroczystości aktorki: wesele, chrzciny i komunie dzieci. Przyjaciele Kozłowskiego nadal się spotykają, wspominają go i odwiedzają jego grób w dniu urodzin. Planowali także koncert połączony z zasadzeniem drzewa pamięci.
  • Dom Aktora przy ulicy Józefa. Po przyjeździe do Krakowa Bizoń zamieszkała z rodziną w niewielkim lokalu Domu Aktora na Kazimierzu. Wspomina tamtejszą wspólnotę: sąsiedzkie wieczory, pożyczanie codziennych rzeczy i bliskie relacje między artystami. Wśród mieszkańców byli między innymi Piotr Skrzynecki, Piotr Skiba i Małgorzata Hajewska-Krzysztofik.
  • Teatr Ludowy i artystyczne drogi. Po debiucie w „Śnie srebrnym Salomei” Jerzego Jarockiego Bizoń związała się z Teatrem Ludowym, który nazywa swoim teatralnym domem. Grała role dramatyczne, komediowe i śpiewane, a także występowała w innych krakowskich teatrach oraz Operze Krakowskiej. Wśród ważnych pozycji w jej dorobku znajdują się „Chicago”, „Boska”, „Neapol 19.03” i grane od 2006 roku „Wszystko o kobietach”, które doczekało się setek przedstawień.
  • Śpiew jako część aktorstwa. Muzyka towarzyszyła Bizoń od dzieciństwa: śpiewała w chórze kościelnym, w szkole i na podwórku, a w domu śpiewała mama, zaś ojciec grał na gitarze. Dziś łączy aktorstwo z koncertami i recitalami. Wykonuje również piosenki nawiązujące do przedwojennej estrady i Hanki Ordonówny. Współpracowała z Leopoldem Kozłowskim i Jackiem Cyganem, nagrała płyty, a działalność artystyczną rozwijała nawet wtedy, gdy brakowało dla niej ról.
  • Wspólnota artystyczna poza sceną. Krakowskie życie Bizoń tworzą także przyjaźnie i spotkania po spektaklach. Aktorka wspomina między innymi kultowy Free Pub, gdzie artyści rozmawiali o teatrze, żartowali i spędzali razem czas. Z mężem, muzykiem Robertem Luberą, dzieli życie i zainteresowania artystyczne. Poznali się na koncercie, choć wcześniej mieszkali na sąsiednich ulicach Kazimierza.

Źródła:

  1. https://www.aict.art.pl/2023/07/03/aktorskie-twarze-krakowa-marta-bizon/

FAQ - Najczęstsze pytania i odpowiedzi

Gdzie mieszka Marta Bizoń i od kiedy jest związana z Kazimierzem?

Marta Bizoń mieszka na krakowskim Kazimierzu od 1997 roku i uważa tę dzielnicę za swój dom. Wcześniej mieszkała z rodziną w niewielkim, około 20-metrowym lokalu w Domu Aktora przy ulicy Józefa.

Kto jest mężem Marty Bizoń i jak się poznali?

Jej mężem jest muzyk Robert Lubera. Poznali się na koncercie w Końskich, choć wcześniej mieszkali niedaleko siebie na krakowskim Kazimierzu.

Czy Marta Bizoń ma dzieci?

Artykuł wspomina o dzieciach Marty Bizoń, ich chrzcinach i komuniach, ale nie podaje ich imion ani liczby. Aktorka opowiada też, że podczas drugiej ciąży musiała poczekać z dołączeniem do obsady spektaklu „Neapol 19.03”.

Kim był Leopold Kozłowski dla Marty Bizoń?

Leopold Kozłowski był jej bliskim przyjacielem i ważną częścią rodziny. Po śmierci ojca Marty stał się dla niej kimś w rodzaju ojca, wspierając ją swoją czułością i mądrością.

Jak Marta Bizoń odpoczywa poza sceną i Krakowem?

Aktorka odpoczywa w rodzinnym domu w Ponikwi pod Wadowicami. Najlepiej czuje się jednak w miejskim rytmie Kazimierza i szybko zaczyna tęsknić za jego energią oraz codziennymi spotkaniami.

Tagi:
  • Marta Bizoń życie prywatne
  • Rodzina Marty Bizoń
  • Marta Bizoń i Robert Lubera
  • Kazimierz dom Marty Bizoń
  • Życie artystyczne Marty Bizoń
Ładowanie ocen...

Komentarze

Ładowanie komentarzy...

W podobnym tonie

Arkadiusz Brykalski – kim jest aktor i z czego słynie jego kariera?

Arkadiusz Brykalski – kim jest aktor i z czego słynie jego kariera?

Arkadiusz Brykalski to człowiek, którego pasja do aktorstwa zaczęła się w dzieciństwie. Już w szkole podstawowej występował w...